Gdy wchodzę do mojego domu ledwo powstrzymuję łzy. Nie wierzę, że tu wróciłam. Idę prosto pod prysznic. Jest już dosyć późno, więc żegnam się ze wszystkimi, ubieram piżamę i wskakuję do łóżka.
Leżę tak przez kilka godzin, ale w żaden sposób nie mogę zasnąć, mimo że wszyscy inni już dawno pogasili światła i udali się na spoczynek. Decyduję się wymknąć się z domu. Jak najciszej ubieram na siebie swoje stare ubranie, które i tak jest dla mnie trochę za duże i wychodzę na dwór.
Wdycham powietrze, przesycone zapachem oceanu i ruszam w kierunku plaży, gdy ktoś łapie mnie za rękę i zakrywa oczy.
- Antony? - pytam cicho.
- A kto inny? - słyszę szept. Antony Hapburn to mój najlepszy przyjaciel. Znamy się od dziecka. Tuż przed Igrzyskami wyjechał do swojej ciotki, która mieszka po drugiej stronie Czwórki. - Widziałem cię w telewizji Rybko, podobno zginęłaś? - dodaje już nieco głośniej.
- Tak. Teraz nazywam się Annie, Annie Cresta. - mówię dziarskim tonem i oboje wybuchamy cichym śmiechem. - Poza tym, mógłbyś przestać mówić do mnie Rybko! Nie mam pięciu lat.
- Spokojnie. Idziemy na tą plażę? - pyta tak dobrze znanym mi przepełnionym ironią głosem.
- Zawsze. - mruczę i odwracam się na pięcie. Po dwóch minutach spacerujemy już wzdłuż wybrzeża, a ja przyglądam się mojemu przyjacielowi. Ma brązowe, wielkie oczy, które są bardzo rzadko spotykane w naszym dystrykcie. Dodatkowo ma rude, błyszczące włosy, jest bardzo wysoki i atletycznie zbudowany. Prawie każda dziewczyna za nim wzdycha. Oczywiście nie jest aż tak rozchwytywany jak Finnick, bo po prostu żadna mu się nie podoba i to okazuje. Nagle Antony zatrzymuje się i patrzy mi w oczy. Od razu zauważam w nich smutek.
- Co się stało? - pytam. Ledwo słychać mój głos, bo jest zagłuszony przez morskie fale.
- Na prawdę jesteś zakochana w tym Finnicku?
- Co?! - krzyczę, a on spogląda na mnie zdziwiony.
- Pytałem, czy na prawdę kochasz Odaira.
- A co cię to obchodzi? - pytam opryskliwie. Nie podoba mi się ton z jakim wymawia imię mojego ukochanego.
- Bo wiesz... Ja... ja cię kocham. - mówi niepewnie.
- Ja ciebie też kocham, jak brata, a ty mnie jak siostrę. To oczywiste. - odpowiadam z pewną ulgą.
- Nie chodzi mi o to! - mówi Antony widocznie zniecierpliwiony. - Ja ciebie kocham, tak... jak się kocha dziewczynę.
- Ale... przecież tyle się znamy, a ty mówisz mi to dopiero teraz, jak omal nie zginęłam?! - odpowiadam ze złością.
- Nie wiedziałem, ile dla mnie znaczysz! Ja najwyraźniej dla ciebie nic. - odpowiada mój przyjaciel ze łzami w oczach i biegnie w stronę domu. Stoję tak chwilę i też zaczynam płakać. Nigdy bym nie pomyślała, że Antony, ten cudowny chłopiec, który kiedyś przyniósł mi perłę, od której zaczęła się nasza przyjaźń i którą mam do teraz zakocha się we mnie. Te beznadziejne Igrzyska popsuły mi życie.
Wracam do domu, gdy już zaczyna świtać i spotykam na naszym podwórku tatę.
- Idziesz ze mną połowić ryby? - pyta tata przyglądając mi się podejrzliwie.
- Nie, ja... chyba pójdę sama do lasu.
- Dobrze. Na stole masz śniadanie, lepiej je zjedz, bo Clarrissa cię zabije. - odpowiada tata z uśmiechem, więc wchodzę do domu, zjadam zostawioną na stole kanapkę i robię jeszcze jedną, żeby zabrać ją do lasu. Już mam zamiar wychodzić, gdy w drzwiach mojego domu staje Finnick.
- Co tam mała? - pyta jak zwykle uwodzicielskim głosem
- Nie mam teraz czasu. - odpowiadam sucho i mijam chłopca.
- Czekaj! Coś się stało? - mówi Odair wyprzedzając mnie i zasłaniając sobą furtkę. Naprzeciwko mnie widzę Antony'ego patrzącego się na mnie z wyrzutem.
- Tak. Nie chcę o tym rozmawiać. Zapomnijmy o tym co było na arenie i w Ośrodku Szkoleniowym. - odpowiadam, odsuwam ogłupiałego Finnicka i idę na polowanie.
Siedzę w lesie kilka godzin, ale jedyne co udało mi się upolować to jakiś bardzo kolorowy ptak, którego zresztą zestrzeliłam przypadkiem. Nie mam głowy do zabijania. Myślę o tym, co mam zrobić z dwójką chłopców. W końcu decyduję. Wstaję i ruszam w kierunku miasta. Odeszłam na prawdę daleko, dlatego w domu jestem dopiero o zmroku.
- Gdzieś ty się podziewała?! - krzyczy Clarrissa na mój widok. - Upolowałaś tylko jednego ptaka? Po co tam tyle siedziałaś? - dodaje już bardziej opanowanym tonem.
- Nie teraz, muszę coś załatwić. - rzucam szybko i podbiegam pod dom Hapburnów. Pukam energicznie w drzwi i kilka sekund później otwiera mi Antony.
- Czego chciałaś? - pyta cicho.
- Antony, ja... ja na prawdę nie chcę ciebie stracić. Znam cię od tak dawna. Nie pozwól, żeby naszą przyjaźń zepsuły głupie Igrzyska i jeszcze gorszy Kapitol. - mówię na jednym wydechu i patrzę głęboko w oczy chłopca od perły.
- Nigdy nie było żadnej przyjaźni. - szepcze coraz ciszej Antony. - Tylko miłość.
Jeej, już jest nowy rozdział *-* I to nie byle jaki, jest super :) Weny, weny, weny i jeszcze raz weny, żebyś jak najszybciej dodała nowy rozdział. :*
OdpowiedzUsuńNieoficjalna
+wiem, że to trochę nie miło, że udostępniam swojego bloga na twoim, ale chciałabym usłyszeć twoją szczerą opinię. http://odmiana-niezniszczlana-nieoficjalna.blogspot.com/ <--- oto on, więc jakbyś mogła i miała czas to zapraszam.
I zapomniałam dopisać jeszcze jedno. Świetne piosenki ;>
Usuńjest już nowy rozdział :D na pewno zajrzę na twojego bloga <3 piosenki nie bez przyczyny ;3
Usuń