niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział Dziewiąty. Po Igrzyskach.

 Gdy wchodzę do mojego domu ledwo powstrzymuję łzy. Nie wierzę, że tu wróciłam. Idę prosto pod prysznic. Jest już dosyć późno, więc żegnam się ze wszystkimi, ubieram piżamę i wskakuję do łóżka.
  Leżę tak przez kilka godzin, ale w żaden sposób nie mogę zasnąć, mimo że wszyscy inni już dawno pogasili światła i udali się na spoczynek. Decyduję się wymknąć się z domu. Jak najciszej ubieram na siebie swoje stare ubranie, które i tak jest dla mnie trochę za duże i wychodzę na dwór.
  Wdycham powietrze, przesycone zapachem oceanu i ruszam w kierunku plaży, gdy ktoś łapie mnie za rękę i zakrywa oczy.
- Antony? - pytam cicho.
- A kto inny? - słyszę szept. Antony Hapburn to mój najlepszy przyjaciel. Znamy się od dziecka. Tuż przed Igrzyskami wyjechał do swojej ciotki, która mieszka po drugiej stronie Czwórki. - Widziałem cię w telewizji Rybko, podobno zginęłaś? - dodaje już nieco głośniej.
- Tak. Teraz nazywam się Annie, Annie Cresta. - mówię dziarskim tonem i oboje wybuchamy cichym śmiechem. - Poza tym, mógłbyś przestać mówić do mnie Rybko! Nie mam pięciu lat.
- Spokojnie. Idziemy na tą plażę? - pyta tak dobrze znanym mi przepełnionym ironią głosem.
- Zawsze. - mruczę i odwracam się na pięcie. Po dwóch minutach spacerujemy już wzdłuż wybrzeża, a ja przyglądam się mojemu przyjacielowi. Ma brązowe, wielkie oczy, które są bardzo rzadko spotykane w naszym dystrykcie. Dodatkowo ma rude, błyszczące włosy, jest bardzo wysoki i atletycznie zbudowany. Prawie każda dziewczyna za nim wzdycha. Oczywiście nie jest aż tak rozchwytywany jak Finnick, bo po prostu żadna mu się nie podoba i to okazuje. Nagle Antony zatrzymuje się i patrzy mi w oczy. Od razu zauważam w nich smutek.
- Co się stało? - pytam. Ledwo słychać mój głos, bo jest zagłuszony przez morskie fale.
- Na prawdę jesteś zakochana w tym Finnicku?
- Co?! - krzyczę, a on spogląda na mnie zdziwiony.
- Pytałem, czy na prawdę kochasz Odaira.
- A co cię to obchodzi? - pytam opryskliwie. Nie podoba mi się ton z jakim wymawia imię mojego ukochanego.
- Bo wiesz... Ja... ja cię kocham. - mówi niepewnie.
- Ja ciebie też kocham, jak brata, a ty mnie jak siostrę. To oczywiste. - odpowiadam z pewną ulgą.
- Nie chodzi mi o to! - mówi Antony widocznie zniecierpliwiony. - Ja ciebie kocham, tak... jak się kocha dziewczynę.
- Ale... przecież tyle się znamy, a ty mówisz mi to dopiero teraz, jak omal nie zginęłam?! - odpowiadam ze złością.
- Nie wiedziałem, ile dla mnie znaczysz! Ja najwyraźniej dla ciebie nic. - odpowiada mój przyjaciel ze łzami w oczach i biegnie w stronę domu. Stoję tak chwilę i też zaczynam płakać. Nigdy bym nie pomyślała, że Antony, ten cudowny chłopiec, który kiedyś przyniósł mi perłę, od której zaczęła się nasza przyjaźń i którą mam do teraz zakocha się we mnie. Te beznadziejne Igrzyska popsuły mi życie.
  Wracam do domu, gdy już zaczyna świtać i spotykam na naszym podwórku tatę.
- Idziesz ze mną połowić ryby? - pyta tata przyglądając mi się podejrzliwie.
- Nie, ja... chyba pójdę sama do lasu.
- Dobrze. Na stole masz śniadanie, lepiej je zjedz, bo Clarrissa cię zabije. - odpowiada tata z uśmiechem, więc wchodzę do domu, zjadam zostawioną na stole kanapkę i robię jeszcze jedną, żeby zabrać ją do lasu. Już mam zamiar wychodzić, gdy w drzwiach mojego domu staje Finnick.
- Co tam mała? - pyta jak zwykle uwodzicielskim głosem
- Nie mam teraz czasu. - odpowiadam sucho i mijam chłopca.
- Czekaj! Coś się stało? - mówi Odair wyprzedzając mnie i zasłaniając sobą furtkę. Naprzeciwko mnie widzę Antony'ego patrzącego się na mnie z wyrzutem.
- Tak. Nie chcę o tym rozmawiać. Zapomnijmy o tym co było na arenie i w Ośrodku Szkoleniowym. - odpowiadam, odsuwam ogłupiałego Finnicka i idę na polowanie.
 Siedzę w lesie kilka godzin, ale jedyne co udało mi się upolować to jakiś bardzo kolorowy ptak, którego zresztą zestrzeliłam przypadkiem. Nie mam głowy do zabijania. Myślę o tym, co mam zrobić z dwójką chłopców. W końcu decyduję. Wstaję i ruszam w kierunku miasta. Odeszłam na prawdę daleko, dlatego w domu jestem dopiero o zmroku.
- Gdzieś ty się podziewała?! - krzyczy Clarrissa na mój widok. - Upolowałaś tylko jednego ptaka? Po co tam tyle siedziałaś? - dodaje już bardziej opanowanym tonem.
- Nie teraz, muszę coś załatwić. - rzucam szybko i podbiegam pod dom Hapburnów. Pukam energicznie w drzwi i kilka sekund później otwiera mi Antony.
- Czego chciałaś? - pyta cicho.
- Antony, ja... ja na prawdę nie chcę ciebie stracić. Znam cię od tak dawna. Nie pozwól, żeby naszą przyjaźń zepsuły głupie Igrzyska i jeszcze gorszy Kapitol. - mówię na jednym wydechu i patrzę głęboko w oczy chłopca od perły.
- Nigdy nie było żadnej przyjaźni. - szepcze coraz ciszej Antony. - Tylko miłość.

3 komentarze:

  1. Jeej, już jest nowy rozdział *-* I to nie byle jaki, jest super :) Weny, weny, weny i jeszcze raz weny, żebyś jak najszybciej dodała nowy rozdział. :*
    Nieoficjalna
    +wiem, że to trochę nie miło, że udostępniam swojego bloga na twoim, ale chciałabym usłyszeć twoją szczerą opinię. http://odmiana-niezniszczlana-nieoficjalna.blogspot.com/ <--- oto on, więc jakbyś mogła i miała czas to zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zapomniałam dopisać jeszcze jedno. Świetne piosenki ;>

      Usuń
    2. jest już nowy rozdział :D na pewno zajrzę na twojego bloga <3 piosenki nie bez przyczyny ;3

      Usuń