- Finnick Odair - słyszę i nie wierzę własnym oczom. W tłumu wychodzi piękny chłopiec z mojej klasy. Ma złocistą skórę, duże zielone oczy i brązowe włosy. Wchodzi na podium i ściska moją rękę. Lauren zwraca się do tłumu i pyta:
- Są jacyś ochotnicy? - Nikt się nie zgłasza. Wszyscy są tak zszokowani wylosowaniem dwójki czternastolatków, ze nikt się nie ma siły nawet odetchnąć. Po chwili ktoś delikatnie popycha mnie do drzwi Pałacu Sprawiedliwości, gdzie pożegnam się z moimi bliskimi. Wchodzę do ładnego pokoju i siadam na aksamitnej sofie. Do pokoju wpada mój tata, siostra i brat. Wszyscy mnie tulą przez jakąś minutę, a potem zaczynają mówić, przez łzy, że mam wygrać i o tym, ze oni ani myślą patrzeć na moją śmierć. Uśmiecham się do nich i dziarsko zapewniam, że nieźle napsuję krwi innym trybutom. Wyprowadzają ich. Zostaję sama. Ktoś wyprowadza mnie z sali i prowadzi na peron. Mnóstwo tu kamer, ale ja zachowuję kamienną twarz. Kiwam głową Finnickowi i wsiadam do pociągu. Poznajemy tu naszą mentorkę. Ma na imię Mags, wiem że ma około siedemdziesięciu lat.
- No, no - mówi i uśmiecha się łagodnie - nie przejmujcie się. Na pewno będziecie mieli mnóstwo sponsorów! Świetnie, świetnie... - mruczy do siebie. Podróż pociągiem mija bardzo szybko, ja w tym czasie staram się jeść jak najwięcej, aby na arenie mieć więcej siły. Finnick i ja mało się widujemy, a jeszcze rzadziej rozmawiamy. Lauren cały czas mówi nam co będziemy robić w Kapitolu. Mało mnie to obchodzi.
W końcu nasza podróż dobiega końca. Wychodzimy na peron i udajemy się do stylistów, którzy będą nas przygotowywać do wszystkich publicznych wystąpień przed Igrzyskami. Gdy ekipa przygotowawcza kończy mnie obskubywać z najmniejszych włosków przychodzi mój stylista. Ma na imię Loky. Daje mi do ubrania suknię z wodorostów, owleczoną złotą siecią. We włosach mam muszle. Wyglądam na prawdę ładnie, jednak przy Finnicku i tak wypadnę słabo.
Staję przy jego boku na rydwanie, zaraz rozpocznie się ceremonia otwarcia. Uśmiecham się do niego, a on do mnie i mówi:
- No, no, no. Przy tobie i mnie cała reszta wypadnie co najmniej miernie.
- Z pewnością - odpowiadam i wchodzę na rydwan. Finnick staje koło mnie i bierze mnie za rękę. - Jak na razie jesteśmy drużyną skarbie - mruczy, a ja powstrzymuję się od wymiotowania. Rydwan rusza, a tłum rzuca nam kwiaty pod koła i w ręce. Już nas kochają.
Gdy schodzimy z rydwanu udajemy się na czwarte piętro Ośrodka Szkoleniowego, gdzie każdy z nas ma osobny wielki pokój. Większy od całego mojego domu. Przebieram się do kolacji i idę w kierunku jadalni.
- Witaj kochanie. - mówi Mags - Siadaj tutaj.
Przez kilkanaście minut jemy w ciszy, gdy w końcu Lauren odzywa się przymilnym głosem - Zapewne wiecie, że będziecie mieli teraz dwa dni szkoleń. Chcecie mieć je osobno, czy razem?
- Razem - odpowiadamy jednocześnie.
- Świetnie. Idźcie się teraz przespać.
- Dobranoc. - mówię.
- Dobranoc. - odpowiada Finnick uwodzicielskim głosem.
Gdy budzę się rano początkowo nie zdaję sobie sprawy z tego, gdzie jestem, a dopiero po chwili przypominam sobie, że to nie był tylko koszmar, że rzeczywiście wezmę udział w Igrzyskach. Wstaję, ubieram się i idę do jadalni. Po szybkim śniadaniu schodzimy do podziemi Ośrodka Szkoleniowego. Mags kazała nam nie zbliżać się do stanowisk z bronią, którą umiemy władać. Więc ani ja ani Finnick nie podchodzimy do trójzębów, a ja także do łuku, gdyż umiem się nim całkiem dobrze posługiwać. Postanawiamy przejść przez szkolenie razem, a więc idziemy uczyć się rozpalać ognisko, rozpoznawać rośliny i maskować. Ćwiczymy rzucanie nożem i walczenie mieczem. Zajmuje nam to dwa dni.
Trzeciego dnia mamy pokazać organizatorom Igrzysk co umiemy. Wchodzę na salę po Finnicku. Biorę trójząb i przebijam nim różne rzeczy,a także strzelam z łuku. Wieczorem dowiemy się ile punktów zdobyliśmy.
Gdy nadchodzi pora ogłaszania wyników, siadamy przed telewizorem. Można zdobyć Maksymalnie 12 punktów. Finnick zgarnia dziesiątkę i wszyscy mu serdecznie gratulują. Ja liczę na jakąś szóstkę, może siódemkę. Pojawiam się na ekranie z jedenastoma punktami. Nie wierzę własnemu szczęściu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz