sobota, 8 lutego 2014

Rozdział Szósty. Śmierć czai się wszędzie.

 Stoimy tak całując się kilka minut. Gdy w końcu odrywamy się od siebie czuję olbrzymie zmęczenie. Ramiona Finnicka są bardzo ciepłe, mimo że w samej jaskini jest zimno. Przytulam się mocniej i zasypiam.
  Budzę się i rozglądam dookoła. Leżę w śpiworze, a koło mnie mój sojusznik przykryty kocami. Wyglądam przez szczelinę na zewnątrz. Musi być coś koło ósmej rano. Decyduję się złowić parę ryb na śniadanie, gdy ją zauważam. Dziewczyna z Jedynki klęcząca nad jeziorem i nabierająca wody do butelki. Natychmiast podchodzę do Finnicka i delikatnie nim potrząsam. Budzi się natychmiast.
- Dzień dobry. - mówi uwodzicielskim głosem, ale gdy tylko zauważa przerażenie widoczne na mojej twarzy poważnieje. - Co się stało?
- Tam, nad jeziorem... widziałam... dziewczynę z Jedynki. Na pewno gdzieś niedaleko są zawodowcy. Co my zrobimy? - mówię trzęsąc się.
- Siadaj. - mówi Odair i ciągnie mnie na koc obok siebie po czym przytula delikatnie - Musimy zorientować się gdzie konkretnie są. - dodaje i wygląda przez szczelinę. Siedzi przy niej już z dziesięć minut. - Są na drzewie.
- Na drzewie? Czemu? Przecież to są zawodowcy! - prycham. Zawodowcy zazwyczaj mają mnóstwo zapasów i bardzo często zostają przy Rogu Obfitości.
- Jakby nie patrzeć też nimi jesteśmy.
- Niby tak. Ale my w Czwórce nie mamy tych treningów, które oni mają! To zupełnie co innego. Poza tym, teraz wcale nikt pewnie nas nie uważa za zawodowców.
- Możliwe. To organizatorzy musieli ich do nas "przyprowadzić".
- Racja. - mówię tonem kończącym tą bezsensowną konwersację. Siedzimy chwilę w milczeniu obserwując trzy osoby siedzące na drzewie. - Nie mają pojęcia, że tu jesteśmy. Może by tak ich zestrzelić? To nie jest tak daleko.
- Nie ma szans. Wiem, że umiesz trochę strzelać, ale nie tak dobrze.
- Eeeeech. Szkoda, ze przy Rogu nie było trójzębu. - wzdycham.
- Mam pomysł. Nie ruszaj się stąd, cokolwiek by się stało. - mówi Finnick, zdejmując ubranie i zostając w samej bieliźnie.
- Co ty chcesz zrobić? - mówię przerażona. Spodziewam się najgorszego.
- Spokojnie. Nie denerwuj się. - odpowiada. Chwyta jeden nóż i oszczep po czym wskakuje do wody. Dwie minuty później widzę go wychodzącego na brzeg. " Zabiją go" myślę, ale wychylam się przez szczelinę, żeby obserwować co się stanie.
- Ej wy tam na drzewie! - słyszę głos Finnicka. Woda świetnie przenosi dźwięk. - Mam do was sprawę. - Zawodowcy zeskakują z drzewa i podchodzą do pięknego chłopaka.
- No witamy kochasiu. - mówi chłopak z Jedynki. - Gdzieś ty się podziewał?
- Daerie chyba stwierdziła, że nie nadaję się do waszej grupy, więc musiałem ratować własne życie. - odpowiada Finnick uśmiechając się.
- To nie była nasza decyzja. - tłumaczy chłopak z Dwójki. - Za to ta lalunia z twojego dystryktu ją zabiła. Szukamy tej Fany od wczoraj. Widziałeś ją?
- Nie, nie widziałem. - odpowiada Odair bez zmrużenia oka. - Mogę się do was przyłączyć? - dodaje, a reszta spogląda na siebie z nieprzeniknionymi twarzami - Lionel? Faire?
- Ech, wybacz, ale ... - zaczyna chłopak z Jedynki.
- Nie sądzimy, żeby to był dobry pomysł. - kończy za niego Faire. W tym samym momencie z nieba sfruwa na dużym srebrnym spadochronie wspaniały trójząb. Zanim ktokolwiek orientuje się o co chodzi Finnick łapie go i przekłuwa Lionela na wylot. W następnej sekundzie pada chłopak z Dwójki. Faire cofa się z przerażeniem na twarzy i po chwili już wspina się na drzewo, gdzie ma wszystkie swoje rzeczy. Nawet z tej odległości widzę łzy na jej twarzy.
- Jak mogłeś?! - wrzeszczy i zeskakuje z plecakiem z drzewa po czym znika w gęstwinie lasu. Finnick czeka z minutę patrząc na ciała obu zawodowców i wskakuje do wody. Ja cofam się od szczeliny i zaczynam pakować plecak. Jestem przerażona. Mój sojusznik ma najlepszą broń, jaką osoba z naszego dystryktu może dostać. Postanawiam uciec. Zarzucam plecak na plecy i odwracam się. Widzę przepiękne złociste ciało, brązowe włosy i zielone oczy, a także trójząb. Wszystko to ocieka wodą, a ja mdleję z przerażenia.
   Otwieram oczy. Nie wiem czy żyję, czy już umarłam, ale jedno jest pewne. Nie jestem w jaskini pod wodospadem. Rozglądam się i zdaję sobie sprawę z tego, że znajduję się jakieś dwanaście metrów nad ziemią. Leże twarzą na dół. Powoli siadam na bardzo grubym konarze. To drzewo. Wokół mnie na kocu leżą dwa plecaki i nóż. Słyszę szmer i spoglądam w dół. To Finnick wdrapuje się po drzewie.
- O, śpiąca królewno. Obudziłaś się? - pyta słodkim głosem.
- Czemu mnie nie zabiłeś? - pytam. Przypominam sobie czemu zemdlałam i spoglądam na trójząb, który Finnick trzyma w ręku.
- Nigdy nie dam rady cię zabić. - mówi Odair. - Kocham cię. - w mojej głowie eksploduje milion myśli naraz, ale wypowiadam na głos tylko jedną z nich.
- Jak długo byłam nieprzytomna?
- Trzy dni.
- Kto jeszcze żyje?
- Faire, my, oby dwójka z Dziewiątki i dziewczyna z Jedenastki.
- Tylko tyle?
- Tak. - mówi. - Zabiłem większość. - dodaje ze smutkiem.
- Rozdzielmy się. - mówię cicho. Czekam na odpowiedź, ale ona nie następuje, więc chwytam jeden plecak, pakuję pojedynczą parę bielizny, butelkę jodyny, konserwę, butelkę wody, koc, nóż i oszczep. Zeskakuję z drzewa i idę przed siebie kilka godzin. Nagle słyszę armatni wystrzał i wstrząsa mną dreszcz. Co jeżeli zabili Finnicka? "To lepiej dla ciebie, nie będziesz musiała go zabijać" myślę, ale to nie pomaga. Zatrzymuję się. Co to za szelest? Rozglądam się dookoła i zauważam dziewczynę. Ma może z szesnaście lat. Celuje we mnie toporem. Jak w zwolnionym tempie widzę lecącą w moją stronę broń i zamykam oczy. Czy to mój koniec?

7 komentarzy:

  1. Kolejny świetny rozdział <3 Jak ty to robisz? *o*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, ale to skończyłaś. Pisz jak najszybciej następny. Ale myślę, że nie zabijesz Fany, bo w końcu to główna bohaterka. Co nie zmienia faktu, że chcę już kolejny rozdział ; )
    Pozdrawiam,
    Nieoficjalna

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawaj mi tu następny rozdział.Uzależniłam się od cb :D <3

    OdpowiedzUsuń