Od kilku dni prawie cały czas jestem nieprzytomna. Niekiedy odzyskuję przytomność na nieco dłużej, ale ogółem zasypiam z powrotem po jakiejś minucie.
Budzę się. Jak zwykle czekam na sen, jednak gdy mija kilka minut i nic się nie dzieje patrzę na moje ręce. Nie jestem przyłączona do żadnych rurek, a na dodatek przenieśli mnie ze szpitala, w którym dotąd spędzałam czas. Znajduję się w tym samym pokoju, w którym spałam przez Igrzyskami. Delikatnie unoszę się na łokciach i decyduję zejść z łóżka. Siadam na skraju pościeli i zeskakuję na podłogę. Początkowo moje nogi ledwo utrzymują ciężar ciała, ale wkrótce przyzwyczajam się do chodzenia. Idę wziąć prysznic.
Gdy wychodzę spod niego zauważam ubranie zostawione na łóżku, więc wkładam je i zamawiam sobie coś do jedzenia. Gdy kończę jeść słyszę, że ktoś otwiera drzwi i wślizguje się do środka. Natychmiast się odwracam gotowa zaatakować przybysza kością od kurczaka, ale nie muszę. To Finnick.
W napadzie radości na jego widok wstaję i biegnę do niego, a on łapie mnie w ramiona.
- Myślałem, że nigdy więcej ciebie nie zobaczę. - szepcze mi do ucha - Dopiero przed chwilą dowiedziałem się, że żyjesz. - dodaje i tuli mnie do siebie. Stoimy tak kilka minut, ale ja delikatnie odpycham ode mnie Odaira.
- Muszę z tobą porozmawiać. - mówię cicho, a on kiwa głową i skacze na łóżko przyciągając mnie do siebie.
- Dla ciebie wszystko. - mówi swoim uwodzicielskim głosem i uśmiecha się szeroko. Niemalże zapomniałam, jak białe są jego zęby i jakie pełne i cudownie miękkie są jego usta. Opieram się jednak pokusie pocałowania go i zaciskam pięści aż do bólu. Widząc to łapie mnie za nie i rozluźnia momentalnie, a ja rzucam się na łóżko tuż koło niego i zaczynam płakać.
- Czekaj, co się stało? - pyta Finnick zdezorientowany. - Oboje żyjemy! Będziemy mogli żyć razem w naszym dystrykcie!
- Tak. - mówię ocierając łzy - Ale nie musimy. Wiem, że to była tylko głupia gra. Wcale mnie nie kochasz. - dodaję. Moje słowa ledwo przeszły mi przez gardło.
- Jak to nie kocham? - pyta Finnick. Wygląda na zupełnie ogłupiałego. - Kocham Cię bardziej niż kogokolwiek na świecie. Jak wygrałem, wcale się nie cieszyłem. Chciałem z tobą zostać na arenie, mimo że według mnie umarłaś! Przez te kilka dni jadłem tylko to, co we mnie wmusili, a w końcu powiedzieli mi że żyjesz, bo umarłbym z tęsknoty. - mówi to jak najbardziej poważnie. Nie wierzę własnym uszom, aż do tej chwili myślałam, że mój sojusznik udawał miłość do mnie, aby zdobyć sponsorów.
- Ja... ja... - zaczynam, ale Finnick przerywa mi gorącym pocałunkiem. - Też Cię kocham. - kończę, gdy w końcu jesteśmy zmuszeni zaczerpnąć powierza.
- Lauren i Mags dały nam cały dzień wolny, więc możemy robić co chcemy! - mówi Odair szczęśliwy jak nigdy.
- Na przykład? - pytam zaczepnie.
- Możemy iść na dach, sali do ćwiczeń, na basen... - tu urywa widząc moją minę. - Taaak, to ja pójdę po kostium kąpielowy.
Wybucham śmiechem, ale gdy tylko drzwi się zamykają przebieram się w szmaragdowo zielony dwuczęściowy kostium i zamierzam biec do pokoju Finnicka, ale gdy tylko zamykam drzwi ktoś łapie mnie w talii i biegnie w kierunku basenu, a gdy jesteśmy na miejscu zostaję gwałtownie do niego wrzucona.
- Po co to zrobiłeś? - krzyczę z uśmiechem na ustach.
- Trzeba cię było trochę rozruszać. - oznajmia mi Finnick ze śmiechem i wskakuje do wody. - Zamówiłem lunch na 16.00 - dodaje, ale teraz nic się dla nas nie liczy. Przez kilka godzin pływamy, ochlapujemy się nawzajem i całujemy w basenie. Pragnę, aby ta chwila trwała wiecznie. Jednak punktualnie o czwartej popołudniu przychodzi do nas awoksa z obiadem.
- Dzięki. - rzucamy do służącej i już po pół godzinie siedzimy razem nad brzegiem basenu z brzuchami wypełnionymi do granic możliwości.
- Po takim obiedzie nie powinniśmy już pływać. - mówię cicho.
- To racja. Chodźmy do pokoju się przebrać w coś suchego i zobaczymy co ciekawego można tu jeszcze porobić. - radzi Finnick i po chwili widzę jak znika w drzwiach swojego pokoju, a ja wchodzę do swojego. Zdejmuję mokry strój i idę pod prysznic. Nie mogę uwierzyć, że jestem teraz taka szczęśliwa. W życiu nie byłam bardziej radosna, niż w tej chwili. Dopiero po jakiś dwudziestu minutach opuszczam łazienkę i kładę się na chwilę do łóżka zupełnie naga. Jest bardzo ciepłe. Nagle ktoś wchodzi do mojego pokoju, a ja chowam się prawie cała pod kołdrę.
- Fany! Wszystko gra? Czekam już z pół godziny. Skombinowałem dla nas deser. Możemy iść do ogrodu na dachu i tam posie.. - mówi Odair, ale przerywa w pół słowa widząc mnie pod kołdrą. Podchodzi bliżej, a ja okrywam się coraz szczelniej miękką tkaniną. Domyśla się czemu. Wiem to, bo uśmiecha się na wpół zalotnie, na wpół złośliwie i siada przy moich stopach na łóżku.
- No chodź Fany... czemu nie wychodzisz? - szepcze przysuwając się coraz bliżej mojej głowy, jednak gdy jest już przy moim kolanie kopię go nogą i spada z łóżka śmiejąc się.
- Wyjdź i zaczekaj na mnie przed pokojem. - mówię szybko, a on zostawia mnie samą. Gdy tylko drzwi się zatrzaskują błyskawicznie się ubieram i wychodzę do Finnicka, po czym bez słowa idę za nim na dach. Jestem na niego zła, ale gdy tylko zauważam przepiękne jeziorko, a wokół niego mnóstwo najróżniejszych roślin, ścieżek i ławek natychmiast przestaję się gniewać.
Odair rozkłada koc na trawie i wykłada różne smakołyki, które mają być naszym deserem i kolacją. Siedzimy tak, jedząc powoli aż do zachodu słońca. Wtedy oboje jak na komendę wstajemy i zaczynamy chodzić po ogrodzie przytuleni do siebie. Jednak dosyć szybko zapada piękna, gwiaździsta noc i zaczyna być chłodno, więc kładziemy się na kocu i obserwujemy niebo. W pewnym momencie obracam twarz w stronę mojego ukochanego i patrzę mu w oczy, w których odbija się cały gwiazdozbiór. On również spogląda na mnie i już po chwili się całujemy, a ja siadam na nim okrakiem i rozpinam mu koszulę. Jego skóra jest bardzo miękka i ciepła jak zawsze, więc przytulam się do jego nagiej piersi i po kilku sekundach zasypiam na Finnicku.
Budzę się z wrzaskiem i spoglądam na zegarek. Jest trzecia w nocy. Jednak mimo to, że nie wiem do końca gdzie jestem uspokajam się. Miałam okropny sen. Śniło mi się, że jestem znowu na arenie. To niemożliwe. Jestem w Kapitolu, a na dodatek w ciepłym, miękkim łóżku. Rozglądam się i zauważam leżącego obok mnie rozbudzonego Finnicka.
- Miałaś zły sen? - pyta cicho.
- Tak. - odpowiadam i zdaję sobie sprawę, że jestem w ubraniu, podczas gdy Odair leży w samej bieliźnie. - Eeeem, czy mógłbyś pożyczyć mi jakąś luźną bluzkę? Nie chce mi się iść po piżamę, a w ubraniu jest niewygodnie.
- Jasne. - odpowiada i podchodzi do szafy. Stoi tam chwilę i wraca z dużą, luźną bluzą. Nie zwracając na nic uwagi rozbieram się do bielizny i ubieram ją na siebie.
- Czemu mnie przyniosłeś do swojego pokoju? - pytam po chwili. - Mogłeś zanieść mnie do mojego. - widzę zakłopotanie na jego twarzy. - Nie ważne. - szepczę po chwili milczenia, przytulam się do ukochanego i znowu bardzo szybko zasypiam. Tym razem nie mam żadnych koszmarów.
- Wstawać! Wstawać! Halo! Co to ma być?! - krzyczy Lauren. - Razem w jednym łóżku! Też mi coś! - dodaje po chwili. Patrzę na zegarek. Jest ósma rano. - Co wy tu robicie?! Za godzinę wyjeżdżamy.
- Śpimy. - odpowiadam.
- A raczej spaliśmy. - prostuje Finnick
- Zanim pani nas nie obudziła. - dodaję i wybuchamy śmiechem.
- Ach, no tak. W takim razie idźcie się przygotować. Mamy tylko godzinę! - informuje nas Lauren, a ja z niechęcią idę do swojego pokoju, myję się i ubieram w normalne rzeczy. Idę do stołówki, gdzie czeka na nas śniadanie, które wszyscy zjadamy zresztą w wielkim pośpiechu. Gdy tylko wchodzimy do pociągu, on natychmiast rusza.
- Za cztery godziny będziemy w Czwórce. - informuje nas Mags. - Wymyśliłaś już sobie nowe imię?
- Nie. - wyznaję szczerze. - Ym... Finnick, masz jakiś pomysł?
- Może by tak.. Annie? - mówi Odair pstrykając palcami. - Annie Cresta. To bardzo ładne imię. Nazwisko też niczego sobie.
- Dobrze. - zgadzam się natychmiast. - Tylko... Mags... Jak ja się wytłumaczę z tego, że wracam, na dodatek z innym nazwiskiem, podczas, gdy wszyscy uważają mnie za zmarłą?
- Wysiądziesz tylnymi drzwiami. Twoja rodzina jest poinformowana. Ludzie w dystrykcie cię zapewne nie poznają. Bardzo się zmieniłaś. Powiemy po prostu, że jesteś jakąś twoją kuzynką, która mieszkała po drugiej stronie Czwórki i przyjechałaś tu, aby zamieszkać ze swoją daleką rodziną. - odpowiada Mags. Podróż mija bardzo szybko, a Finnick decyduje, że codziennie będzie mnie odwiedzał i nadal będziemy razem. Mam nadzieję, że tak rzeczywiście będzie, gdyż Annie Cresta może być jeszcze wylosowana w Igrzyskach.
Po czterech godzinach jazdy pociąg zatrzymuje się, a ja wysiadam tylnymi drzwiami ogłuszona wrzaskiem dziewczyn widzących Finnicka wysiadającego z drugiej strony peronu. Tutaj jest tylko moja rodzina, która już po chwili ściska mnie i tuli w ramionach, ale ja wcale nie czuję się szczęśliwa. Co bedzie, jak Finnick mnie zostawi i znajdzie sobie inną dziewczynę? Przecież może mieć każdą. Jednak bez słowa, ze sztucznym uśmiechem na ustach idę do rodzinnej chatki na skraju tutejszego lasu.
Hahhah :D
OdpowiedzUsuńAkurat się zastanawiałam czy wciśniesz gdzieś Annie xD Nie zawiodłaś mnie ;D
Co do rozdziału to cudo jak zawsze :*
awww <3
UsuńDługi rozdzał *-* Ciekawy., podoba mi się :3 I podejrzewam, że w następnych Igrzyskach Fany zostanie wylosowana xD Pisz jak najszybciej następny rozdział, już się nie mogę doczekać. Straasznie mnie wciągnęłaś C:
OdpowiedzUsuńawwwwww <3
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńspoczko <3
OdpowiedzUsuń