Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodoba, bo jak dla mnie jest dosyć ciekawy ;3 Nareszcie jest muzyka :D I to taaaka tematyczna :D ps. Lepiej nastawcie dosyć głośno, nie niektóre momenty są bardzo ciche. Jeżeli któryś z tych utworów nie pasuje wam do sytuacji możecie zawsze wybrać sobie inną melodię z mojej playlisty... W kolejnych rozdziałach będą powtarzać się te utwory, ale dodam też inne ;) Dedykuję ten rozdział wszystkim fanom Piratów z Karaibów :D
Miłego czytania.
~ Pomyluna Everdeen
(włącz The Medalion Cats)
Patrzę na siebie w lustrze i nie wierzę własnym oczom. Bandana na głowie, biała, lekka koszula i wykonana z tego samego materiału kamizelka. Lniane, przewiązane pod kolanami spodnie i dziwne buty, w stylu kozaków sięgające kolan.
- Co to jest?! - pytam. Jestem zła. Co to ma znaczyć? W odpowiedzi Loky podaje mi mnóstwo paciorków, bransoletek i pierścieni. - Zrobili z nas... PIRATÓW?! - wrzeszczę. To co najmniej oburzające. Mój stylista łapie mnie za rękę i zaciąga do szklanego cylindra, który od razu się zamyka i zaczyna jechać do góry. W około mnie widać samą ciemność, ale ja czuję coś, czego żaden człowiek z poza mojego dystryktu nie mógłby wyczuć. Ocean. Oślepia mnie blask słońca odbijający się od gładkiej powierzchni wody. Gdy mój wzrok przyzwyczaja się do światła rozglądam się dookoła.
Stoję na wielkiej platformie zrobionej z kilku beczek. Podejrzewam, że jeżeli ktoś zejdzie za wcześnie, to one po prostu wybuchną. Najbliższy trybut jest jakiś pięć metrów ode mnie, a i tak wszyscy jesteśmy w równym odstępie od Rogu Obfitości, który jest.... Zrobiony z żagla zawieszonego na 200 metrowym maszcie. Moja mina musi być bardzo głupia, gdyż dziewczyna z Piątki, będąca po mojej prawej zaczęła cicho się śmiać. Oglądam się na nią i również uśmiecham. Dopiero teraz dociera do mnie, że kobiecy głos odlicza sekundy, a zostało ich tylko dwadzieścia. Pośpiesznie ogarniam wzrokiem resztę areny. Jest to spora zatoka z kilkoma statkami różnej wielkości. Wszystkie są z drewna... starodawne... widziałam je kiedyś w takim filmie o piratach. Dziesięć sekund. Teraz staram się skoncentrować całą swoją uwagę na maszt. Są na nim liny, po których można się wspiąć, ale jeżeli ktoś ma lęk wysokości od razu odpada, albo zbyt delikatne dłonie to bardzo się porani... Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden...
( włącz The Black Perl)
Zeskakuję z beczek i biegnę prosto na maszt. Łapię pierwszą linę i podciągam się do góry, kolejna.. już czuję krew na dłoniach. Pomagam sobie nogami. Dobiegłam tutaj pierwsza. Chwila odpoczynku. Patrzę w dół Kilkanaście metrów pode mną widzę Antony'ego i jeszcze paru innych chłopców, a także z dwie dziewczyny. Muszę być na wysokości około 150 metrów. Rzucam się do następnej liny i w przeciągu paru sekund staję na belce przy Rogu. Moje ręce krwawią niemiłosiernie, ale ja przejmuję się czym innym. Czy ja dam radę wejść do tego rogu? I jak potem zejdę. Spoglądam w dół. Zostawiłam swoich rywali daleko w tyle, a ich liczba zmalała. Pewnie paru spadło, albo ich zabito. Mam nadzieję, że ta blondynka z Piątki przeżyła. Obracam się i wchodzę do Rogu. Mam jakieś pięć minut do przybycia mojego przyjaciela. Wypatruję trójząb. A jakże, jest. Nawet dwa. Chwytam ten mniejszy i łapię dwa plecaki, dziwny, zakrzywiony, zapewne piracki miecz, a także łuk i kołczan, który zarzucam na plecy razem z plecakami. Łuk zakładam na ramię, a miecz wkładam do pochwy przy pasku od spodni, którą dopiero teraz zauważyłam. Z trójzębem nie mam co zrobić więc trzymając go w kurczowo zaciśniętej dłoni wychodzę chwiejnie z płóciennego Rogu. Antony jest kilka metrów pode mną, więc decyduję się wejść jeszcze wyżej na maszt. Gdy mój przyjaciel dociera do Rogu siedzę dwadzieścia metrów wyżej na linie i celuję w niego strzałą. Zauważa mnie, ale spokojnie wchodzi do Rogu. Niepokoję się. Siedzi tam zbyt długo. Obracam się w kierunku nadchodzących trybutów.. są tak blisko. Napinam cięciwę. Dziewczyna z Jedynki już zagląda do Rogu, a ja puszczam strzałę. Ginie od razu, a spadając zwala chłopaka z Dwójki. Pewnie oboje nie żyją. Czekam jakieś dwie minuty, ale reszta nie wchodzi. Pewnie się boją. Schodzę dziesięć metrów na dół i patrzę w Róg. Antony właśnie wychodzi, a ja jak najszybciej daję radę schodzę do niego i staję tuż przed jego twarzą.
- Co postanowiłeś? - pytam zdyszana.
- Mam sojusz. - odpowiada. - Jesteś w nim.
- O. Jak miło, że mi mówisz. - prycham ironicznie. - A z kim jeszcze mam przymierze, jeśli mogę wiedzieć?
- Dowiesz się w swoim czasie. - warczy mój przyjaciel i pokazuje głową maszt. - Panie przodem.
Na dół docieram w kilka minut i widok jaki się przed nami rozciąga poruszyłby każdego. Przynajmniej dwanaścioro dzieci leżących bez życia. W śród nich dwójka zawodowców, których zabiłam. Antony podchodzi do dziewczyny z Jedynki i wyjmuje z niej strzałę.
- Zabiłaś ją? - pyta cicho. - I jego? - dodaje kiwając ręką na chłopaka z Dwójki.
- Tak. - odpowiadam. - Bałam się... oni byli przy Rogu...
- Dosyć. Rozumiem. Uratowałaś mi życie, gratuluję. - szepcze jadowicie mój przyjaciel, a ja patrzę na niego zdziwiona. Zupełnie nie wiem o co mu chodzi. Spoglądam w jego wielkie, brązowe oczy i wyczytuję z nich jedno. Pokrzyżowałam mu plany.
- Mieliśmy być z nimi w sojuszu? Przecież to zawodowcy! - ryczę.
- Ciszej. My też jesteśmy zawodowcami.
- Może ty, ale ja nie! I nigdy nie będę! Idź szukać sobie tamtych, ale mnie do tego nie mieszaj! - wrzeszczę i biegnę do burty. Ktoś łapie mnie za kostkę. To dziewczyna z Piątki. Siedzi z jakimś małym, pewnie dwunastoletnim chłopcem za beczką. Natychmiast klękam koło nich.
(włącz He's a Pirate)
- Mam na imię Annie, a wy? - pytam cicho. - Przepraszam, że nie znam waszych imion... nie miałam na to czasu.. - zaczynam się tłumaczyć, ale dziewczyna przerywa mi ruchem ręki.
- Jestem Isabelle, a to Nany. - szepcze. - Jest z mojego dystryktu. Czy miałabyś... eee... coś przeciwko sojuszowi z nami? - dodaje zakłopotana.
- Nie. - odpowiadam z uśmiechem. - Musimy coś zrobić... gdzieś się ukryć, zdobyć jakieś jedzenie.
- Obserwowaliśmy tych trybutów, którzy jeszcze nie zginęli. Jeden statek nie jest zajęty. Ten najbliżej lądu. - mówi chłopiec, a ja patrzę w kierunku pokazywanym przez niego małą rączką. Widzę chyba najmniejszy statek, z tych które tutaj są, a jest ich z pięć i najdalej od tego, na którym jesteśmy. To źle. Jak my się tam dostaniemy? Na twarzy musiały się odbić moje obawy, gdyż Nany delikatnie ciągnie mnie za rękaw i wskazuje na szalupę. Kiwam głową i wskakuję do łódki, po czym pomagam wejść do niej moim sojusznikom. Odcinam linę i sekundę później lądujemy na morzu. Chyba nikt nie ma broni, tylko ja i Antony. Zresztą... te dzieciaki nie wyglądają na takich, co by potrafili choćby rzucać nożem. Chwytam za wiosła i zaczynamy płynąć. Idzie nam to bardzo szybko, zwłaszcza, że ja często wiosłuje w moim dystrykcie. Po pół godziny wspinamy się po burcie naszego statku. Jednak to, co tam widzimy sprawia, że o mało co nie spadamy z powrotem na dół....
Woooo kochana nie spodziewałam się takiego rozdziału :ooo
OdpowiedzUsuńŚwietny!!! I tak miałaś rację, że muzyka mi się spodoba xD Za dobrze mnie znasz xD
To chyba najlepszy pomysł na arenę jaki mogłaś wymyślić <333
Czekam na następny i weny ;**
Kocham <3 :D Ale mnie nie okłamuj tu xD
UsuńNie kłamię >.<
UsuńSerio jest dobry. Nawet bardzo dobry, a nawet jeszcze lepszy. Wiesz, że kocham pirackie klimaty :3
Jejku, no :C Czemu przerwałaś w takim momencie? :C A z tą areną to świetnie wymyśliłaś. O takiej jeszcze nigdy wcześniej nie słyszałam. Weny, weny i jeszcze raz weny. No i pisz szybko, bo jestem ciekawa co zobaczyli ;3
OdpowiedzUsuń~Nieoficjana.