Miłego czytania!
~ Pomyluna Everdeen
Szykujemy się do wyjścia, kiedy dopada mnie Mags.
- Kochanie, przedstawiliśmy cię jako nową miłość Finnicka i powiedzieliśmy, ze jesteś kuzynką poległej na arenie Fany. Rozumiesz? - mówi bardzo szybki i cicho. Na jej twarzy widzę mieszankę różnych uczuć.
- Jasne Mags. Rozumiem. - odpowiadam uspokajającym głosem i wychodzę na powietrze u boku Finnicka. Wszędzie widzę krzyczące dziewczyny i pył węglowy. Dosłownie wszystko jest nim pokryte. Idziemy przez zakryte śniegiem i lodem ulice. Obserwuję dokładnie miasto. Ten dystrykt jest maleńki. Nagle mój wzrok zatrzymuje się na małej ciemnowłosej dziewczynce o oliwkowej cerze i szarych oczach. Koło niej stoi jeszcze mniejsza blondynka. Odrywam się od ukochanego i podchodzę do małych osóbek.
- Cześć, jestem Annie. A wy? - pytam cicho.
- Ja jestem Katniss, a to moja siostra Prim. - odpowiada dziewczynka.
- Ile macie lat?
- Ja mam 7, a Prim ma 2. - mówi starsza, a mnie przeszywa dreszcz. Są bardzo młodziutkie.
- Czemu tu stoicie? Na zimnie? - pytam opanowanym głosem.
- Czekamy na tatę. Zaraz wyjdzie z kopalni. - piszczy młodsza, a ja kiwam głową i podaję im trochę pieniędzy. Po czym odchodzę. Były bardzo chude. Chciałam im jakoś pomóc.
Kiedy dochodzę do Pałacu Sprawiedliwości wszyscy tam już są, a Finnick wchodzi na scenę. Wygłasza jakieś przemówienie, którego nie słucham. Gdy schodzi mamy iść na uroczysty obiad, ale ja odciągam go na bok.
- Finnick, nie mogę być na kolacji. Muszę iść na plac przed Pałacem. - mówię szeptem. - Potrzebuję jak najwięcej pieniędzy. - dodaję, a Odair bez słowa kiwa głową i po chwili wraca z całą sakiewką monet. Biorę ją i wybiegam na zewnątrz. Rozglądam się chwilę i wchodzę po kolei do paru sklepów. W każdym kupuję najróżniejsze przedmioty potrzebne do codziennego życia jak mydło, jedzenie ubrania itp. Gdy kończę zakupy jest nimi wręcz obładowana, ale szczęśliwa. Tłum, ciągle zebrany na placu patrzy się na mnie ze zdumieniem, ale ja bez większych ceregieli wpycham rozmaite rzeczy co biedniejszym ludziom. Nikt nie protestuje, tylko dziękuje mi serdecznie. Na końcu zostaje mi zaledwie parę rzeczy, ale doskonale wiem, komu je oddam. Pytam kilku ludzi, a oni wskazują mi drogę do malutkiego domu na samym skraju dystryktu. Tam mieszka Katniss i Prim. Pukam do drzwi. Otwiera mi jakaś kobieta. Najprawdopodobniej ich matka.
- Dzień dobry. Zastałam może... eeeem. pani córki? - pytam niepewnie.
- Tak. - odpowiada kobieta zachęcając mnie ręką do wejścia. - Czy to pani nie jest Annie Cresta?
- Owszem. To ja. - mówię cicho. W tym samym momencie zauważam starszą z dziewczynek, które spotkałam na drodze.
- Co pani tu robi? - pyta cicho wpatrując się we mnie uważnie.
- Chciałam wam trochę pomóc. Przyniosłam parę rzeczy. Porozdawałam większość biedniejszym ludziom, ale pomyślałam też o was. - oznajmiam i wręczam małej trochę jedzenia, ubranek i zabawek i przyjmując wyrazy podziękowania wychodzę.
Gdy wracam do Finnicka uczta właśnie się kończy, więc wszyscy wracają na peron, a ja odpowiadam ukochanemu na co potrzebne były mi pieniądze.
- Dobrze zrobiłaś. - podsumowuje pomagając mi wejść do naszego wagonu.
Tak robiłam w każdym dystrykcie aż do piątego, gdyż tutaj nie ma tyle biednych ludzi. Pierwszy raz jestem na uczcie, ale nie bawię się dobrze. Nie słucham co mówią ludzie, tylko wolno jem potrawkę z indyka i przyglądam się sali w której jesteśmy. Ściany są pomalowane na biało, a na nich wiszą różne obrazy przedstawiające wiele nie znanych mi ludzi. Stół jest zielony, tak jak krzesła na których siedzimy. Ani trochę mi się tu nie podoba. Z ulgą wsiadam do pociągu. Podróże mijają bardzo szybko, gdyż tutaj odległości między dystryktami są raczej małe, więc już 3 godziny później, które ja spędziłam na rzeźbieniu jakiejś miski wysiadamy w Trójce.
Jest to dystrykt zajmujący się techniką, co widać tu na każdym kroku.. Ludzie wcale nie ciepią biedy. Widać dużo nowoczesnych samochodów, a Pałac Sprawiedliwości wygląda jak jeden wielki komputer. W ogóle mi się tu nie podoba. Finnickowi też. Po jego minię widzę, jak bardzo chce wrócić do domu. Na szczęście to już nie długo.
W Dwójce zdarzyło się jednak coś dziwnego. Tak jak pomijałam opisy reszty dystryktów tak tutaj muszę się zatrzymać. Gdy tylko wjechaliśmy zobaczyliśmy wiele różnych pól i boisk, a na nich młodych ludzi przygotowujących się do Igrzysk. Teraz wysiadamy na peronie i wsiadamy do wygodnego, czerwonego auta. Mijający nas ludzie patrzą nam w oczy z pogardą i wściekłością. Nienawidzą nas. Czuję zimny pot na twarzy. Mam dziwne wrażenie, że zdarzy się coś niedobrego. Bardzo szybko wychodzimy z pojazdu tuż przy wejściu do Pałacu i wychodzimy na balkon. Co dziwniejsze otacza go pole siłowe. Rozglądam się po wzburzonym tłumie. Tutaj nie ma wrzeszczących z przejęcia dziewczyn. Ludzie stoją prosto, z kamiennymi twarzami. Gdy Finnick kończy przemowę rozlegają się ciche złowrogie brawa. Idziemy do sali jadalnej i zaczynamy jeść. Podchodzi do nas kelner i pyta czy mamy ochotę na coś specjalnego. Ja odmawiam, ale Finnick prosi o szklankę wody. Chłopak przynosi ją dwie minuty później. Mój ukochany zbliża szklankę do ust i wypija jeden mały łyk. Już wiem, że stało się coś złego. Nagle Odair łapie się za gardło i zaczyna niekontrolowanie kaszleć. Wszyscy zrywają się od stołu, a Mags podnosi Finnicka z ziemi i przy pomocy jakiegoś ochroniarza zanosi go do pokoju obok. Chcę tam wejść, ale strażnicy nie chcą mnie wpuścić, więc osuwam się na ziemię i czekam. Po piętnastu minutach z pokoju wychodzi moja mentorka z ochroniarzem trzymającym Finnicka pod ramię. Inny, bardzo podobny zresztą osobnik łapie mnie wpół i wynosi to samochodu. Nie mam siły się szamotać. Po pięciu minutach jesteśmy już w pociągu, aja wybucham.
- Co się stało Mags? CO SIĘ STAŁO? - wrzeszczę.
- Ktoś podał mu truciznę. - odpowiada Mags łamiącym się głosem, a ja nie wierzę własnym uszom. - Im szybciej wrócimy do domu, tym lepiej. Poinformowałam Kapitol, że nie zostaniemy tam cały tydzień, jak było w planach, a jedynie jeden dzień. Powinniście wrócić jak najszybciej do domu. - dodaje, a ja kiwam głową. Absolutnie się z nią zgadzam.
W Jedynce, ani w Kapitolu nie działo się nic ciekawego. Powitano nas i pożegnano z wszelkimi wyróżnieniami, szczególnie jeżeli chodzi o Finnicka. Mimo to, jestem bardzo niespokojna.
***
- Annie! Annie! Pobudka! Za pięć minut będziemy w Czwórce. - słyszę cichy przyjemny głos.
- Już wstaję Finnick. - mruczę i otwieram oczy. Leże w pokoju ukochanego jak zawsze podczas tego Tournee.
- Nareszcie będziemy w domu! - krzyczy wesoło piękny chłopiec leżący u mojego boku i całuje mnie w szyję.